Czy
niszczenie uczucia przez lata może go definitywnie nie zniszczyć? Czy fakt, że
wypełniamy serce inną miłością może sprawić, że ta stara gdzieś jeszcze się
tli? Ale co z tego, że ono się tli, jak my nie dopuszczamy do siebie faktu, że
z tego może zrodzić się coś pięknego? Czasem musimy zaufać swojemu sercu, iść
za jego głosem, bo może akurat ono wskaże dobrą drogę?
W
piątkowy wieczór siedziała przy laptopie i popijała gorącą herbatę. Miała
trochę papierkowej roboty, której z każdą chwilą coraz bardziej nie chciało jej
się wykonywać. Przeglądała portale z najświeższymi informacjami kiedy dostała
sms’a. Od Łukasza.
Bardzo jesteś zajęta?
I tak i nie.
Podejdź do okna J
Zrobiła tak jak prosił. Stał przed uliczką i na nią czekał.
Narzuciła na siebie szarą bluzę i wyszła na zewnątrz uprzednio mówiąc córce
że wychodzi.
- Wow, trampki i bluza - zaśmiał się.
- Wow, trampki i bluza - zaśmiał się.
- Co tu robisz? – zapytała podchodząc do niego i witając
się.
- Chciałem wyciągnąć Cię na spacer - uśmiech się w ten charakterystyczny dla
niego sposób – Przejdziesz się? – zaproponował.
- Chętnie – szli ramię w ramię oświetlonymi ulicami Warszawy
tracąc rachubę czasu. Po prostu dobrze czuli się w swoim towarzystwie. Rozmawiali o teraźniejszości. O tym co ostatnio robili, jak zmieniły się ich upodobania od licealnych czasów. W sumie ich rozmowy nie wnosiło do ich relacji niczego nowego. Łukasz bał się znów poruszyć temat rozstania sprzed lat. Strach. Strach zawładną nimi.
- Gdzie grasz od nowego sezonu? - zapytała kiedy siedzieli na ławce.
- Zenit Kazań.
- Znów Rosja - zaśmiała się.
- Dobrze się tam czuję - westchnął - wiesz, we Włoszech rozpocząłem i zakończyłem swoje nieudane małżeństwo, a Polska? - zatrzymał się na chwilę - po ostatnim sezonie w PlusLidze nie mogę się przełamać żeby tu wrócić.
- Rozumiem - spojrzała na płynącą Wisłę - wiesz, czasem mam takie momenty kiedy chcę stąd uciec. Wchodzę do pustego domu i chętnie skierowałabym swoje kroki do sypialni, wyjęła spod łóżka walizkę, wrzuciła swoje rzeczy i wskoczyła w pierwszy lepszy pociąg czy samolot - oparła głowę na jego ramieniu - uciec gdzieś, gdzie nie ma problemów.
- Ucieczka nigdy nie jest dobrym rozwiązaniem.
- Dlatego jeszcze tego nie zrobiłam - między nimi zapadła chwila ciszy - zbierajmy się już, późno już - jej Ciało przebiegł dreszcz.
- Załóż to - założył na jej ramiona swoją skórzaną kurtkę.
- Ale mi nie jest zimno...
- Widzę, że Ci zimno - złapał jej dłoń - po za tym mam zimne dłonie. Nie marudź tylko zakładaj.
Ramię w ramię, krok w krok szli w kierunku domu Anety.
- Dziękuję, za ten wieczór - uśmiechnęła się do niego, kiedy dotarli na miejsce - naprawdę miło go spędziłam.
- Ja również - spoglądał w jej oczy - mam nadzieję, że jeszcze kiedyś go powtórzymy.
- Z wielka chęcią - pożegnała się z nim delikatnym całusem w polik. Spojrzała w jego oczy i zobaczyła w nich to co było tam piętnaście lat temu, tą radość, to szczęście. Jego twarz zbliżała się do jej. Milimetry dzieliły ich od siebie, ale oboje bali się wykonać ten ostatni najważniejszy krok. Chwilę później jego usta delikatnie dotykały jej bojąc się pogłębić pocałunek. Był on delikatny, subtelny. Kobieta czuła się jakby miała znów dziewiętnaście lat i była szaleńczo zakochana w siatkarzu. Znów poczuła to czego nie czuła od dawna.
- Przepraszam - odsunęła się od niego, oddała kurtkę i szybko wróciła do domu - ja mam męża - powiedziała sama do siebie opierając się o drzwi. Ale gdzie był ten mąż? Nie było go przy niej. Nie było go prawie nigdy. A czy w jego towarzystwie czuła to samo co przy Łukaszu?
- Gdzie grasz od nowego sezonu? - zapytała kiedy siedzieli na ławce.
- Zenit Kazań.
- Znów Rosja - zaśmiała się.
- Dobrze się tam czuję - westchnął - wiesz, we Włoszech rozpocząłem i zakończyłem swoje nieudane małżeństwo, a Polska? - zatrzymał się na chwilę - po ostatnim sezonie w PlusLidze nie mogę się przełamać żeby tu wrócić.
- Rozumiem - spojrzała na płynącą Wisłę - wiesz, czasem mam takie momenty kiedy chcę stąd uciec. Wchodzę do pustego domu i chętnie skierowałabym swoje kroki do sypialni, wyjęła spod łóżka walizkę, wrzuciła swoje rzeczy i wskoczyła w pierwszy lepszy pociąg czy samolot - oparła głowę na jego ramieniu - uciec gdzieś, gdzie nie ma problemów.
- Ucieczka nigdy nie jest dobrym rozwiązaniem.
- Dlatego jeszcze tego nie zrobiłam - między nimi zapadła chwila ciszy - zbierajmy się już, późno już - jej Ciało przebiegł dreszcz.
- Załóż to - założył na jej ramiona swoją skórzaną kurtkę.
- Ale mi nie jest zimno...
- Widzę, że Ci zimno - złapał jej dłoń - po za tym mam zimne dłonie. Nie marudź tylko zakładaj.
Ramię w ramię, krok w krok szli w kierunku domu Anety.
- Dziękuję, za ten wieczór - uśmiechnęła się do niego, kiedy dotarli na miejsce - naprawdę miło go spędziłam.
- Ja również - spoglądał w jej oczy - mam nadzieję, że jeszcze kiedyś go powtórzymy.
- Z wielka chęcią - pożegnała się z nim delikatnym całusem w polik. Spojrzała w jego oczy i zobaczyła w nich to co było tam piętnaście lat temu, tą radość, to szczęście. Jego twarz zbliżała się do jej. Milimetry dzieliły ich od siebie, ale oboje bali się wykonać ten ostatni najważniejszy krok. Chwilę później jego usta delikatnie dotykały jej bojąc się pogłębić pocałunek. Był on delikatny, subtelny. Kobieta czuła się jakby miała znów dziewiętnaście lat i była szaleńczo zakochana w siatkarzu. Znów poczuła to czego nie czuła od dawna.
- Przepraszam - odsunęła się od niego, oddała kurtkę i szybko wróciła do domu - ja mam męża - powiedziała sama do siebie opierając się o drzwi. Ale gdzie był ten mąż? Nie było go przy niej. Nie było go prawie nigdy. A czy w jego towarzystwie czuła to samo co przy Łukaszu?
Hej, hej Jastrzębie!
Hej, hej Sovia!
Niech się dzieje co chce!
Dobra, a do tego co wyżej, taki moment mamy, który nam wiele zmieni.
Pozdrawiam anonimka który ma pretensje, że za dużo zaczęłam. KRZYŚ, na którego WSZYSTKICH zapraszam, leży napisany, a wena nie siedzi ze mną 24/7.
I tego co jedzie na mnie i Annie też.
Masz kasztanie dedyka w tym rozdziale.
Do następnego.